Writing projects

I have teamed up with Regina Wypych’s Ginetta Photography to launch a new bilingual project “Poetry Images,” in which he complements Wypych’s photographs with his writing.  Below are some fruits of their cooperation.



Testowali kroki przed właściwym rozpoczęciem tańca w altanie. Obcasy jej filigranowych, posrebrzanych bucików stukały delikatnie na skalistym brzegu. Przywiązane do nogi jedwabną wstążką, eleganckie, grzeczne oraz niewyzywające, obuwie studentki wydawało mu się wojennym rynsztunkiem. Choć najpierw uparcie się w nie wpatrywał, po jakimś czasie przeniósł wzrok na skrywające jej uda falbanki aksamitnej spódniczki. Oburzał się, kiedy uwodzicielka śmiało unosiła kolana. Na początku nieśmiało trzymał kobietę za talię, obracając nią jedynie z daleka. Kiedy jednak przy pierwszej nucie refrenu dama nagle udała potknięcie, jedna z jego dłoni znalazła się na jej plecach. Ośmielony i rozgniewany jej drwiącą śmiałością, ścisnął mocniej dłoń studentki, po czym przyspieszył. Jej spódniczka stała się karuzelą rozmazanych kształtów, rzemienny wisiorek podrygiwał na sarniej szyi, a ona sama mrugała tylko powiekami małych diamentów i nadmuchiwała lekko policzki. Plebejusze zaprzestali szyderstw i zgrzytali teraz zębami w zazdrości.
Relikwie, Rozdział 1

They tested steps before the commencement of the dance in the gazebo. The heels of her filigree shoes twinkled on the rocky riverbank. This footwear of hers, elegant, polite and tied to her leg with a silk ribbon, reminded him of warlike adornments. Although he at first stared at the shoes, after a while he instead focused his sight on the frills of her velvet skirt concealing her thighs. The telepath frowned every time the seductress boldly raised her knees during the dance. At the beginning, he barely held her waist, turning her around only from afar. Suddenly however, one of his hands found itself on her spine when she feigned a stumble at the first note of the refrain. Quite furious but also encouraged by her boldness, he strengthened his grip and increased the tempo. Her skirt now became a carousel of blurry shapes, her amulet battered on its string against her doe’s neck, but she herself only blinked the lids confining her tiny diamond eyes and puffed out her cheeks a little. Plebeians now froze in derision and gnashed their teeth in jealousy.
The Relics, Chapter 1



The divide between Western and Eastern Christianity can run along the lines of facial hair and celibacy, but it can also be observed in religious art. The Western artists often intended to depict the divine as close to the human, while the Eastern ones quite the opposite. Here, St. Mary (regal, wearing a crown) embodies a suffering divine, but her facial expression is somewhat distant from the mundane. Her countenance, infantile and weakly accentuated, could actually belong to a man, perhaps the Child Jesus, for the Christ Pantocrator would look older. Voilà, a riddle, a musing over suffering, birth, death, and resurrection that often comes upon us as we look into a glass case in which our own faces are reflected.

Podział pomiędzy Chrześcijaństwem wschodnim i zachodnim, poza kwestiami zarostu i celibatu, można zauważyć także w sztuce. Zamiarem artystów zachodnich często było przedstawienie bóstwa w sposób jak najbliższy człowiekowi, a tym wschodnim wprost przeciwnie. Tutaj Matka Boska (królowa przecież, bo w koronie) utożsamia bóstwo cierpiące, ale posiada wyraz twarzy jakiś odległy od rzeczy przyziemnych. Jej rysy, infantylne i w ogóle słabo zarysowane, mogłyby w sumie należeć do mężczyzny, być może dzieciątka Jezus, ale Chrystus Pantokrator byłby starszy. Ot, zagwozdka, deliberacja o cierpieniu, narodzinach, śmierci, zmartwychwstaniu, jaką odbywamy często w muzeum, patrząc przez szkatułę, w której odbijają się nasze twarze.



Excerpt from an upcoming English-language short story by Piotr Puchalski

Jan looked through the window. The winter was rather mild and had subsided early, a blessing for the demonstrators in Kiev. Now spring was in full bloom, popping carnations and roses on the fleeting hills in the glassy reflection. The blurred mass passing as if on a reel in the window surrounded the nurse’s face, also reflected, as if it were a halo and she a saint. He looked for her eyes in the glass, for he would not dare to venture his sight into them without a medium, but her cold sapphires were inert, looking inwardly. Her countenance flawless and her mouth chronically and voluptuously cracked, she resembled a wax figure more than a human. Jan wondered whether she was conditioned to be conceited, self-centered and awkward. The post-Soviet system encouraged scheming and conceit as means of survival and socioeconomic climb, and from his inquiries in the hospital he learned that meat was barely affordable in her village. That in the twenty-first century.


L’une des qualités attirantes de cette photo est sa balance. Bien sûr, au premier temps il y a une belle baigneuse superbe qui émerge, toute nue, de la baignoire, en tenant un certain coquillage vers le ciel ou la mer, à votre gré. Voilà une scène ouverte aux milles interprétations, y compris une simple métaphore de la naissance avec un aspect bestial qu’augmente l’énorme hanche de la femme. Néanmoins, c’est le paysage qui crée cet effet frappant qu’on éprouve au premier regard. Regardons cette pente sur laquelle se trouve la baignoire et laquelle la splendide demoiselle, dont l’anatomie ne ressemble guère à celle d’une sirène, doit neutraliser en levant sa jambe et son propre berceau. Ce levage de la jambe est essentiel car il arrête notre vision qui, dans un autre cas, coulerait à la droite, en suivant la pente jusqu’au moulin. La photographie se construit autour des détails, et celle-ci n’est pas une exception.



They brush against, purr. Raise their tails when they’re angry. Capable of true acrobatics when they notice a mosquito or are thrown a ball. Indeed, they trail their own paths, scratch, express attachment in their own ways. But do they deserve a history of mystical, personified creatures? The Egyptians worshiped feline gods, erected monumental sphinxes. Parisian printing apprentices carried out bloody exorcisms on their employers’ cats. Next to prostitutes and lesbians, they figured as a major inspiration of Baudelaire’s poetry (“Ils cherchent le silence et l’horreur des ténèbres”). Proud, swift, never subdued. Nine lives, but is it one soul? Figments of human fantasy or liaisons between worlds? Is there a blue sky behind the wooden boards? Or perhaps a sheet covering a construction site? In the feline palette, a blue layer becomes a powdery mist of a purplish hue.

Ocierają się, mruczą. Unoszą ogon, kiedy się zdenerwują. Stać je na kaskaderskie akrobacje, jak tylko zobaczą komara czy rzuci się im piłeczkę. Oczywiście, chodzą swoimi drogami, drapią, wyrażają przywiązanie po swojemu. Ale czy zasługują na historię mistycznych, spersonifikowanych istot? Egipcjanie czcili feliczne bożki, stawiali monumentalne sfinksy. Paryscy czeladnicy drukarscy odprawiali krwawe egzorcyzmy na kotach swoich pracodawców. Obok prostytutek i lesbijek uplasowały się wśród czołowych inspiracji poezji Baudelaira, który pisał, że szukają one ciszy i okropieństwa ciemności (“Ils cherchent le silence et l’horreur des ténèbres”). Dumne, zwinne, niezniewolone. Dziewięć żyć, ale czy jedna dusza? Wytwory ludzkiej fantazji czy łącznicy pomiędzy światami?
Czy za deskami jest błękitne niebo? A może płachta zasłaniająca plac budowy? W kociej gammie kolorów niebieska warstwa staje się pudrową mgiełką o zabarwieniu nieokreślonym.



They entered the right room, which did not contain a toilet, but only a photographic studio, one section of which was immersed in red light and was home to mechanisms that at first sight looked as if they belonged to a quite different epoch. Lyman pointed to different devices, the invention of which he attributed to such men as Edison, Szczepanik and other scientists from the years of elegance and class, which were already nearing their inevitable end.
To the left stood a kinetoscope, which was used to watch short films, with the doors to its mechanism open. Inside the machine the Southerner saw filmstrips sliding around rolls but did not understand their function. Lyman gestured him to look into the viewfinder.
The Relics, Chapter 2

Przestąpili próg prawego pomieszczenia. Stanowiło nie ubikację, lecz studio fotograficzne, którego jedną połowę spowijała czerwona mgła. Zawierało ono mechanizmy pochodzące na pierwszy rzut oka z innej zgoła epoki. Lyman powiódł palcem po różnych urządzeniach, wynalezienie których przypisał panom Edisonowi, Szczepanikowi oraz innym uczonym z lat elegancji i klasy, które zbliżały się do niechybnego końca.
Po lewej stronie stał, z otwartymi drzwiczkami, kinetoskop, służący do oglądania krótkich filmów. We wnętrzu maszyny Południowiec ujrzał przesuwające się na rolkach przeźrocza; nie rozumiał jednak ich funkcji. Lyman gestem zachęcił go do spojrzenia w wizjer.
Relikwie, Rozdział 2


Ginetta Self-Portrait 54” x 36” x 1.5” Deep Wrap

Fotografia mogła kiedyś zmagać się ze swym odwiecznym wrogiem, malarstwem, które odpowiedziało na jej pojawienie się – stając się coraz bardziej abstrakcyjnym. Z czasem jednak statyczne, dziewietnastowieczne fotografie unieśmiercające postaci i wydarzenia również uległy metamorfozie w eksperymentalne obrazy. A jednak patrząc w poniższyautoportret można nakreślić ograniczenia konwencjonalnej fotografii (odłóżmy na bok możliwości Photoshopa i innego oprogramowania). Młoda kobieta jest przyjemna dla oka, co jest osiągnięte mimo jej alarmującego grymasu i nosa dominującego przestrzeń. Jej wygląd emanuje pewnością siebie i wyzwaniem, ciepłem i chłodem, życzliwością i sarkazmem, jowialnością i dystansem, zaczepnością i przyjaznością. To rozdwojenie jest odbite na palecie, która stopniowo staje się z ciepłej zimną, od lewa do prawa. Szeroko otwarte żółto-czerwone oko kontrastuje z ostrzejszym, bardziej skupionym okiem zielonym. Sztorm szaleje w środku kobiety, ale przed nią stoi ujście: słoik z farbą. Może ukrytą wiadomością jest to, że konflikty inspirują kreatywność… a kreatywność konflikty. Jak atrament dla pisarza, farba jest tylko instrumentem
A jednak to, co pozostaje największą enigmą, to inspiracje projektu. Być może jakaś boska melodia pozostawiła swój ślad na delikatnej kresce twarzy. Być może kaskady wodospadów i szumiące trzciny podarowały wygląd cieniowanym włosom. Być może samotność, cicha desperacja i nielogiczna depresja poranka były odpowiedzialne za rozmazanie i płynność słoika z farbą, który przypomina nam o przemijaniu uczuć. I być może, że zauroczenie albo miłość ukształtowały ponętne usta, które nie są odzwierciedleniem tych autentycznych, ale szukają odpowiadającej im pary. Mimo wszystko, ile z tych przypuszczeń nie byłoby prawdziwych, piękno portretu to jego ożywienie i samoistota. Artysta nie jest tłumaczem, znaczący nie jest znaczonym. Więc pozostawmy go samego sobie i cieszmy się nim.

Photography might have at some point struggled with its ancient nemesis, painting, which reacted to the former’s emergence by becoming ever more abstract. As time passed by, however, static nineteenth-century photographs immortalizing figures and
events, too, morphed into more experimental pictures. Nevertheless, by looking at this self-portrait, one can delineate the limits of conventional photography (forget about Photoshop and other software for now). The young woman depicted is visually pleasing, which is accomplished despite her alarming smirk and her nose dominating the landscape. Her look is one of confidence and challenge, warmth and coldness, cordiality and sarcasm, joviality and distance, truculence and amicability. This dichotomy of hers is reflected by the palette, which gradually, from left to right, becomes colder and colder. The widely-open yellow-and-red left eye starkly opposes the crisper, more concentrated green right eye. A storm rages inside the girl, but ahead of her is the outlet: the jar of paint. Perhaps the hidden message is that conflicts inspire creativity… and creativity conflicts.
But what remains the greatest, unpenetrated mystery are the influences that inspired this project. Perhaps a divine air left its mark on the refined lining of the face. Perhaps the cascading waterfall and the rustling reeds imparted their appearance on the shadowy hair. Perhaps a morning of grueling solitude, quiet desperation and illogical depression was responsible for the partial visibility of the fleeting jar of paint, which remind us of the temporality of emotions. And perhaps an infatuation, or even love, shaped those voluptuous lips, which rather than being self-reflecting search for a complementing pair. Nevertheless, however many of these assumptions might be true, the beauty of the portrait is its animated nature. An author is not an interpreter, a signifier is not a signified. So let it be, and rejoice.



Describing autographs seems to sometimes be an amateurish psychoanalysis of their authors by a third party, and often too banal of an analysis. After all, it is clear that a rigid signature in printed letters belongs to a workaholic, perfectionist, human machine. Loops, serpentines and zigzags – to a timid artist, intellectual, conflicted soul. A simple signature in script – to a child or an infantile man (for some reason, there exist fewer infantile women). A cross-sign, an X – to a person who knows neither how to read nor write, an illiterate. But there fortunately exist conundrums which provoke many a psychoanalyst to entertain their readers with their written silliness. Because nothing is ever clear, and signing a name, writing a novel and painting a portrait are as subconscious an activity as composing music. It is not strange, then, that the first letter of the sign below resembles a music key and that the blue texture inside the letters and around them seems to almost have been created with a simple Windows image editor. The following letters have a more conventional look, but the entire logo seems to be something other than text, but rather an image, suggesting that art does not necessarily have to limit itself to one type, but permeates and converses with other muses.

Opisywanie autografów czasem wydaje się amatorską psychoanalizą ich autorów, często zbyt banalną.Bo w końcu wiadomo… Sztywny podpis drukowanymi literami – służbista, perfekcjonista, ludzka maszyna. Pętle, zawijasy, serpentyny – nieśmiały artysta, intelektualista, skonfliktowana dusza. Prosta, odręczna sygnatura – dziecko albo zdzieciniały facet (jakoś zdzieciniałych kobiet jest mniej). Krzyżyk, znak X – osoba nie umiejąca czytać i pisać, analfabeta. Ale istnieją na szczęście zagwózdki, przy których niejeden psychoanalityk może dać upust swoim bzdurom, na uciechę czytelnikom. Bo w końcu nic nigdy nie wiadomo, a tworzenie autografu, akapitu powieści czy obrazu jest tak podświadome jak komponowanie muzyki. Nic więc może dziwnego, że pierwsza litera powyższego logo przypomina klucz muzyczny, a niebieska tekstura w literach i wokoło nich wydaje się niemal przypadkowo wypełniona w jakimś prostym windowsowskim edytorze obrazu.  Dalsze litery wyglądają bardziej konwencjonalne, lecz całość nie przypomina tekstu, a raczej scala się w obraz, sugerując, że sztuka nie musi ograniczać się do jednego działu, ale przenika i konwersuje ze swoimi siostrzanymi muzami.



Excerpt from “The Relics” (“Relikwie”), Prologue

The slowly-setting sun blinds us as a peasant spurs on the cattle at a ramification of the railroad. We march under poplars and encounter fields of forget-me-not flowers. The weeds around a lake rustle delectably. Only smokestacks and a drilling platform disrupt the natural habitat, protruding from the surface of the lake. A tar-covered midget opens one of the shafts and leaps out onto the coast. He drips blackness. Loser, he yells, pointing his finger at me. Leave it, it’s still a brat, says Anastazja, but I disregard her advice and engage in a chase in the rye. The palette of hues diluted by the sun makes me hallucinate. I see Fata Morganas and mirages, but no sign of the little devil. Perhaps it was all a dream; perhaps the black leprechaun haunted me in dreams…

Razi nas wieczorne słońce. Jakiś chłop popędza bydło na drodze za torami. Maszerujemy pod topolami i natykamy się na pola maków, chabrów. W sitowiu wokół jeziorka szumi rozkosznie. Naturalny habitat zakłócają jedynie wystające z tafli jeziora kominy i platforma wiertnicza. Usmolony karzeł otwiera jeden z szybów, po czym wyskakuje na brzeg jeziora. Ocieka czernią. Frajer, krzyczy, wskazując na mnie palcem. Zostaw, to jeszcze dzieciak, mówi Anastazja, ja jednak rzucam się w pościg pomiędzy zboża. Paleta barw łąki, rozwodniona przez słońce, sprawia, że mam majaki, fatamorgany, miraże jakoweś. Po diable nie ma śladu. Może był to sen, może czarny leprechaun mi się przyśnił…



Excerpt from “The Relics” (“Relikwie”), Epilogue

Not withdrawing his grip, he led her along the path to the opposite slope of the hill, which was already engulfed in shadow. It was covered with evergreen hedges growing on a moist turf. After a while of wandering among the bushes, Wirginiusz found the right passage, following a beige beam of light, and the pulled Anastazja giggled in a silly way, shaking small leaves off her jacket. (…) She fell silent when she saw a small, druid sanctuary made of gray rock and surrounded with three stone portals, next to which grew three forget-me-not flowers. (..) Rzemieniecka awakened from the trance, during which she was peeling blue petals off a forget-me-not flower. Gray clouds had covered the sky, which had made the atmosphere even darker. The woman gazed at the spot pointed out by Wirginiusz but did not notice anything but quavering leaves of the hedge. (…) [He] grabbed her waist. In response, the woman unbuckled his coat and kissed him on the chest. Although the night had already fallen and the random cepheid stars blinked above them, their whining echoed along the red granite rocks.

Nie obluzowując uchwytu, poprowadził ją kawałek ścieżką na przeciwny stok wzgórza już spowitego w cieniach. Pokrywał go labirynt wiecznie zielonych żywopłotów rosnących na wilgotnej darni. Po chwili kluczenia wśród krzewów, Wirginiusz odnalazł właściwe przejście, krocząc za beżową poświatą, a ciągnięta z tyłu Anastazja chichotała półgębkiem, otrzepując kurtkę z małych listków(…) Zamilkła kiedy ujrzała przed sobą małe, druidzkie sanktuarium wykonane z szarego głazu i otoczone trzema kamiennymi portalami, przy których rosły trzy błękitne niezapominajki. Usiadła obok męża na ołtarzu i zerwała jeden kwiat. Słuchała jego opowieści. (…) Ocknęła się z transu, podczas którego obskubywała kwiatek niezapominajki z błękitnych płatków. Niebo przykryły szare chmury, co sprawiło, że atmosfera stała się jeszcze bardziej mroczna. Dziewczyna spojrzała w miejsce, które wskazał Wirginiusz, jednak nie dostrzegła niczego prócz drgających liści żywopłotu. (…) objął ją w pasie. Dziewczyna w odpowiedzi rozpięła mu kapotę i pocałowała go w pierś, a choć zapadła już noc i migały nad nimi zmienne cefeidy, wśród czerwonych skał odbiło się echo ich namiętnych jęków.



A bride in a tree alley of Chicago. Snowflakes and sparks of light circulate in the penumbra, creating a thin, scintillating layer of mist. The world is dormant, covered by a lulling quilt. Silhouettes linger in white silence, in the air is an aura of peace and purity. As snow starts falling at the cusp of the year, a harbinger of an end and a beginning, the white veil of the bride heralds a new chapter in life. The young woman lives through her dreams, expectations and concerns, but now she raises her hands to the sky and chases away bad spirits. She becomes a part of the natural cycle; whatever she wishes will happen, as the Polish poet Wyspiański wrote about the power of bridal wishes. White fluff gently rubs against her cheeks, rounded up in a genuine laughter.

Panna młoda w ulicznym szpalerze Chicago. W półmroku wirują płatki śniegu i światełka lampek, tworzą połyskującą mgiełkę. Świat jest jakby uśpiony, przykryty senną kołderką. Biała cisza otacza spacerujące sylwetki, panuje aura spokoju i czystości. Tak jak śnieg pojawia się na przełomie roku i przykrywa całe dotychczasowe życie miasta, zwiastując koniec i początek, biały welon panny młodej zwiastuje nowy rozdział życia. Dziewczyna żyje planami, marzeniami, niepewnościami, ale teraz unosi ręce do nieba i odpędza złe duchy. Staje się częścią cyklu natury, to co zechce to się stanie, jak pisał Wyspiański. Biały puch ociera się o jej policzki, zaokrąglone szczerym śmiechem.

Other writing samples

Photo Art by © Istillshootfilm

Tides change and water recedes in the morning as waves swell and foam, barely noticeable through the haze. Succulent trees and shrubs sway languorously on the breeze.  Convertible engines start with little roar and much grace, but few seem to head to anywhere more distant than a corner grocery. First sunrays find their way through the cumuli and lure shapely bronze figurines to practice motionless yoga on golden sand. Other apparitions emerge out of ages-old haciendas and from under palm trees, wearing wet suits for gliding on water and making Jesus seem less special. Seagulls nib at no food, really; a riddle for an ornithologist but evident for men of more than twenty years similarly inspecting the environs. Trodden algae of amorphous shapes, which remind one of trodden prehistoric life and customs, emit ambiguous odors fused with those of saturated oils of nearby Mexican bistros. Waves, clouds, sun, seagulls, algae. Cheerful young women dressed in colors casually chosen from the gamut, accompanied by men casually chosen from villas on the coastline. Deathly plants of an endless summer and a finite water supply. Waves, clouds, sun, seagulls, algae. Jutting rocks of the coast towering over the beach and protecting the town from inundation and thoughtfulness. Desert vegetation and deserted minds of the surfers. Waves, clouds, sun, seagulls, algae. Barbaric, smiling, good-natured teenage girls with two-piece bathing suits, thick-frame sunglasses and machete-curved surfboards. Couples kissing and surfing in the small, rocky coves, waiting for what the tide brings, literally and not.  The tide brings algae. The seagulls nib, but hardly. Deserted minds and desert shrubs. Tattooed right-wing hipsters riding bicycles with one and carrying surfboards with the other arm. Waves, clouds, sun, seagulls, algae…


A wrinkled, affected bed sheet. A quilt thrown aside. A lamp still lit, forgotten last night. A cup of tea likewise forgotten, but now reminded of its cold contents. It is eight o’clock in the morning, but Warsaw is still penumbral, bathed in dim fog. Curtains are timidly moved, eyes are cast and bounced back by falling snow flakes. Layers of white silence mute the pines and the slates, struggling with a lonesome silhouette scrubbing a sleeping automobile. A frozen cat, nested on top of the vehicle, shows its disapprobation by yawning. As if a counter spell against this Aurora Borealis, tweeting breaks in through the membrane and echoes shortly. A radiator has not managed to warm the long-unused room of the recently built house. Shivers wander the spine, are chased away by coffee that awaits downstairs, always impersonal. Cascades of water and refreshing scents dissolve the pessimism of morning, the dark thoughts of the problems lurking on the other side of the Atlantic. Taking the stairs down. The structure of the house reflects eras and generations, in descending order. The first floor, the interwar period, shows off its decorative style that displays no Witkacy, but whose plaster bears testimony to time. The interwar daughter laughs and buzzes, an energetic and talkative lady, positively infantilized by age, separated from the quotidian realm by pension, immortality carved out on her face. The frozen lock on the gate finally gives in to the maneuvers of the key. Suburbs recede as the bus absorbs passengers. Negative temperature turns human heads into locomotives and their mouths into chimneys. I ride.


Reciprocity in social psychology refers to responding to a positive action with another positive action, rewarding kind actions (Wikipedia). Rare in today’s society. Whenever I notice a “reciprocal” relation among my friends and acquaintances, I examine it as a scientist examines an extraordinary specimen: through a looking-glass. And what don’t I discover. Mutual interests satisfied, acceptances and refusals according to whims, text messages exchanged in well-measured intervals, never too early, never too late. Normal, conventional, logical, regulated. I lift the looking glass and stop the saliva that wants to show its disapprobation. And then something else draws my attention. It’s a vexing fly, a loyal canine, a désir-de-plaire. Otherwise, a human pouring all his emotions into another human and obtaining in return nothing or very little. Unable to stop himself from venting the blind appreciation, even though the gagging thereof would produce the desired effect, the mentioned reciprocity. For a sudden lack of appreciation frustrates the constantly appreciated. I have respect for these masochists. They’re probably the best, the most ingenious/ingenuous and the most moral of mortals. Wojciech Kilar, a Polish musician who passed away a few days ago, said that the act of loving, not being loved, is the purpose to strive for in life. Kilar composed the score for “Bram Stoker’s Dracula.” Indeed, these loving fellows who do not enjoy reciprocity are vampires: in constant longing. They satiate themselves by the insatiable, fill the void with vacuum. And yet Kilar must have been a wise man who didn’t use a looking-glass to examine elements, but looked into the incomprehensible and illogical for inspiration. Over-analysis is the curse of the sophisticated, and a looking-glass is brittle.

a Polish-American portfolio